Rezerwacje online

Damiano Barbero

Barbershop z rezerwacją wizyt online.

Strona Damiano Barbero na ekranie komputera: ciemny pierwszy ekran w czerni i czerwieni, pasek z pozycjami Główna, O mnie, Portfolio, Opinie i FAQ, przyciskiem Terminy i odnośnikiem do logowania, pośrodku okrągły znak barbershopu z nożycami, pod nim nazwa salonu w dwóch wierszach i hasło o rezerwacji terminu, niżej przyciski Zarezerwuj wizytę oraz Portfolio, a po obu bokach kadru cztery plakietki z hasłami salonu.

Co widać na nagraniu: Nagranie zaczyna się planszą początkową: na czerni pojawia się okrągły znak barbershopu z nożycami i nazwa Damiano Barbero z podpisem premium barbershop. Kadr przechodzi potem na pierwszy ekran strony, gdzie widać pasek nawigacji z pozycjami Główna, O mnie, Portfolio, Opinie i FAQ, przycisk Terminy, nazwę salonu ustawioną w dwóch wierszach, hasło o rezerwacji terminu oraz przyciski Zarezerwuj wizytę i Portfolio. Na koniec po bokach kadru wjeżdżają cztery plakietki z hasłami salonu i na tym ujęciu nagranie się zatrzymuje; materiał jest bez dźwięku.

projekt: rezerwacje online

Damiano Barbero - Barbershop z rezerwacją wizyt online.

Zapisy szły telefonicznie i przez wiadomości, co zabierało czas i gubiło część klientów poza godzinami pracy.

  • Rezerwacja wizyty online, też po godzinach
  • Usługi i cennik widoczne bez pytania
  • Wersja mobilna dopracowana pod kciuk
  • Zapisy trafiają do kalendarza barbera

O projekcie

Strona Damiano Barbero jest zbudowana wokół jednej czynności: rezerwacji terminu online. Barbershop pracuje od poniedziałku do piątku w godzinach 10:00-17:00, czyli dokładnie wtedy, gdy większość klientów jest w pracy i nie może zadzwonić — telefon jako główny kanał zapisów odsiewałby część zapytań, zanim ktokolwiek by je usłyszał. System rezerwacji dostępny całą dobę rozwiązuje ten konkretny problem i dlatego stoi w pierwszym ekranie, w nawigacji i na końcu każdej sekcji. Reszta serwisu prowadzi do tej samej decyzji: prezentacja barbera, cennik z czasem trwania każdej usługi, powody wyboru salonu, aktualne realizacje z Instagrama i opinie klientów. Kolejność nie jest przypadkowa — najpierw kto to robi, potem ile kosztuje i jak długo trwa, na końcu dowód od innych. Ciemna kolorystyka z czerwonym akcentem jest konsekwencją marki, nie punktem wyjścia projektu.

Cennik odpowiadający na dwa pytania naraz

Przy każdej usłudze stoi nie tylko kwota, ale i czas trwania: buzzcut 45 minut, strzyżenie 60, combo włosy z brodą 90. To rozstrzyga drugie pytanie, które klient zadaje sobie przed rezerwacją, a którego cenniki zwykle nie dotykają — ile muszę na to zarezerwować w kalendarzu. Bez tej informacji część osób odkłada zapis na później, żeby najpierw dopytać, i już nie wraca. Podanie czasu ma jeszcze jeden skutek, mniej oczywisty: tłumaczy różnicę w cenie. Osiemdziesiąt złotych za strzyżenie długich włosów obok sześćdziesięciu za standardowe wygląda na dopłatę bez powodu, dopóki nie widać, że przy tym samym czasie stoi za tym inny nakład pracy. Cennik przestaje być wtedy tabelą do porównania z konkurencją, a staje się opisem tego, za co się płaci.

Opinie z nazwiskiem, datą i odpowiedzią właściciela

Sekcja z opiniami nie jest zbiorem anonimowych cytatów w cudzysłowie, tylko realnymi wpisami z profilu Google: imię i nazwisko, data wystawienia, a przy części z nich odpowiedź salonu. To rozróżnienie decyduje o tym, czy blok w ogóle działa. Trzy bezimienne pochwały można napisać samemu w pięć minut i każdy odwiedzający o tym wie, więc czyta je jak reklamę. Wpis podpisany datą sprzed dwóch tygodni czyta się jak relację. Odpowiedź właściciela pod opinią dokłada trzecią rzecz: pokazuje, że ktoś tam jest i reaguje, co przy usłudze umawianej przez internet, bez wcześniejszej rozmowy, jest osobnym argumentem. Średnia ocen i liczba opinii stoją nad blokiem, żeby dało się je zweryfikować na profilu, a nie wyłącznie przyjąć na słowo.

Panel administratora: rezerwacja to dopiero połowa systemu

Pod stroną stoi panel, do którego barber loguje się codziennie. Klient wybiera usługę i termin w kalendarzu, ale zapis musi jeszcze gdzieś trafić i ktoś musi nad nim panować — i to jest ta część wdrożenia, której odwiedzający nigdy nie zobaczy. Panel prowadzi terminarz, bazę klientów, listę oczekujących na zwolniony termin, harmonogram pracy, cennik, kody rabatowe, powiadomienia i galerię portfolio. Pulpit pokazuje obłożenie dnia i wizyty na dziś z godziną, nazwiskiem i wybraną usługą, więc rano wystarczy jedno spojrzenie zamiast przeglądania kalendarza. Osobno stoi moduł raportów z historią wizyt w ujęciu miesięcznym. Cennik i godziny pracy zmienia się w panelu, a strona bierze je stamtąd — nie ma więc miejsca, w którym cena na stronie rozjedzie się z ceną w rezerwacji.

Kalendarz, który odmawia zanim klient zdąży się pomylić

Ekran rezerwacji prowadzi w ustalonej kolejności: najpierw usługa, potem dzień, na końcu godzina. Kolejność nie jest kosmetyczna — długość wizyty zależy od usługi, więc bez tego wyboru system nie wie, które godziny są jeszcze dostępne. Buzzcut zmieści się w luce, w której combo włosy z brodą już nie, i kalendarz musi to wiedzieć, zanim pokaże wolne terminy. Weekendy są w kalendarzu wygaszone i oznaczone w legendzie, bo salon pracuje od poniedziałku do piątku; klient widzi to od razu, zamiast klikać w sobotę i dostawać komunikat o błędzie. W liście usług siedzi też pozycja priorytetowa w wyższej cenie — obsługa poza standardową kolejką, dostępna tak samo jak każda inna, bez telefonu i negocjacji.

Galeria z Instagrama zamiast drugiego miejsca na te same zdjęcia

Barbershop pokazuje efekty pracy na Instagramie i tam wrzuca je najczęściej, więc osobna galeria na stronie, uzupełniana ręcznie, byłaby drugim miejscem na tę samą treść i pierwszym, które się zestarzeje. Zamiast tego serwis wyświetla najnowsze wpisy z profilu. Sekcja zostaje aktualna bez żadnej pracy po publikacji, a klient trafia tam, gdzie zobaczy więcej realizacji i może zacząć obserwować salon. Ten wybór ma swoją cenę i warto ją nazwać wprost: treść zależy od zewnętrznego serwisu, a jeżeli profil przestanie być prowadzony, sekcja pokaże to bez litości. Przy koncie prowadzonym regularnie to zaleta, bo pusta galeria z trzema zdjęciami sprzed roku szkodzi bardziej niż jej brak.

Od kuchni

Panel, którego klient nie pokaże konkurencji

Strona to część, którą widzi każdy. Poniżej część, do której dostęp ma wyłącznie właściciel — i która najczęściej decyduje o tym, czy serwis żyje po publikacji.

Pulpit panelu administratora Damiano Barbero: ciemny interfejs z bocznym menu (Dashboard, Terminy, Zarezerwuj, Harmonogram, Klienci, Waitlista, Opinie, Raporty, Skanuj QR, Portfolio, Cennik, Kody rabatowe, Banery, Powiadomienia), u góry cztery kafle z licznikami, pod nimi wykres słupkowy historii wizyt w dwunastu miesiącach, a po prawej lista wizyt na dziś z godziną, nazwiskiem klienta i wybraną usługą.
Pulpit otwiera się na tym, co potrzebne rano: obłożenie dnia i lista wizyt z godziną, nazwiskiem i usługą. Wykres obok pokazuje historię z dwunastu miesięcy, więc sezonowość widać bez eksportowania czegokolwiek.
Ekran rezerwacji na stronie Damiano Barbero: po lewej kalendarz miesiąca z wygaszonymi weekendami i legendą, po prawej lista usług do wyboru — każda z czasem trwania i ceną, w tym pozycja priorytetowa — oraz podpowiedź, że najpierw wybiera się usługę, a potem dzień.
Rezerwacja prowadzi w ustalonej kolejności: usługa, dzień, godzina. Bez wyboru usługi system nie wie, ile czasu zajmie wizyta, więc nie ma z czego wyliczyć wolnych terminów. Weekendy są wygaszone od razu, zamiast odmawiać po kliknięciu.

Portfolio

Pozostałe projekty, które mogą Ci się spodobać

Chcesz podobny efekt u siebie?